Jerzy do Adama.
Warszawa, 20 Stycznia.
Otrzymawszy list twój, kochany Adamie, przekląłem Lacedemończyków, którzy wymyślili lakonizm. Nie lubię takich listów, z których wyczytując, że ktoś jest zdrów, wątpić przecież muszę o zupełności i wszechstronności tego zdrowia. Obchodzi mię bardzo Towarzystwo Lekarskie w mieście Ongrodzie i, przez miłość dla cierpiącéj ludzkości, cieszę się z reform, mających utrwalić rumianość policzków i muskularność członków sławetnych mieszkańców tego miasta. Nierównie jednak żywiéj zajmuje mię wszystko, co ciebie bezpośrednio dotycze, i zły jestem, że tak nagle przestałeś mi pisać o sobie. Że jednak nie jestem z natury pokornym, wywieram zemstę moję, naśladując lakoniczność ostatniego twego listu, i ze smutkiem, ale z konieczności, oczekuję na porę, w któréj uczujesz znowu potrzebę zawiązania długiéj, serdecznéj, a od tylu lat trwającéj, rozmowy z twym starym i dyskretnym przyjacielem
Jerzym.